Wędrówki po lewadach

Lewady to miejsce na Maderze, które koniecznie trzeba zaliczyć. Nie tylko dlatego, że na własne oczy zobaczycie dawną metodę nawadniania, o której raczej mało kto słyszał, ale ze względu na krajobrazy i endemiczną roślinność.

Planując wyjazd na Maderę zarezerwowałam cały dzień na wędrówkę po dwóch lewadach, gdyż leżą blisko siebie. Wybrałam Levada do Risco i Levada do 25 Fontes, najchętniej odwiedzane, bo podobno najpiękniejsze i znajdujące się w centralnej górzystej części wyspy.

Ponieważ samo dotarcie samochodem na płaskowyż Paul da Serra, z którego ruszamy pieszo na lewady to przejażdżka w górę krętymi i stromymi drogami. Postanowiłam nie ryzykować i zaoszczędzić sobie stresu. Podróżując z dzieckiem najlepszym rozwiązaniem było wykupienie wycieczki w jakimś biurze podróży lub bezpośrednio u rezydenta i tak też zrobiłam. Przewodniczki, które prowadziły wycieczkę, bardzo dokładnie przedstawiły nam co nas czeka i najważniejsze było dla nich nasze bezpieczeństwo, gdyż w niektórych miejscach na trasie było tak wąsko, że łatwo można było spaść w przepaść. Nie polecam tego typu wycieczki osobom z lękiem wysokości, to dla nich wielki stres i często blokada, a tym samym koniec wycieczki.

Podczas podjazdu mieliśmy dwie przerwy. Jedna z nich to przerwa na podziwianie widoków a druga na śniadanie w małej knajpce na płaskowyżu. Wycieczka rozpoczęła się już o 7.00 więc nie było mowy o zjedzeniu śniadania w hotelu, jednakże tzw. “lunchbox” mieliśmy przygotowany na drogę i czekał w recepcji hotelu.

 

Wyruszyliśmy w trasę z parkingu na płaskowyżu, dokąd już nie wróciliśmy. Nasz kierunek to Rabacal. Pierwszy dwukilometrowy odcinek szlaku szło się dość lekko i przyjemnie szeroką trasą podziwiając wspaniałe widoki. Wśród porastających zbocza paproci, wrzośców drzewiastych, drzew konwaliowych i gigantycznych mleczy dotarliśmy do lasu laurowego (Laurassilva) a zbaczając troszkę z trasy do Wodospadu Risco.

Nasz żółto-czerwony szlak prowadzący z trasy ER 110 doprowadził nas do miejsca, skąd musieliśmy na 1,2 km zejść z trasy aby dotrzeć do wodospadu Risco. Szliśmy już węższą i kamienistą drogą wzdłuż wolno płynącej w kanale wody.

Sam stumetrowy wodospad był słabo widoczny ze względu na oślepiające słońce w kierunku, którego trzeba było patrzeć, aby go ujrzeć. Nie wspomnę o towarzyszącym nam upale, bo wówczas około 13.00 godziny słońce grzało niemiłosiernie. Natomiast wodospad dał  nam ulgę a jego stróżki wody świetnie schłodziły nasze przegrzane głowy. Cała prawa ściana skalna ociekała wodą, dróżka pod wodospad stała się węższa, błotnista i zatłoczona.

Niestety po chwilowym odpoczynku przy wodospadzie wracaliśmy z powrotem. Dalsza droga była zamknięta dla turystów i aby dotrzeć do Lewady 25 Źródeł musieliśmy wrócić do rozwidlenia dróg.

Wodospad Risco znajdował się na wysokości ok.1000 m.n.p.m natomiast Lewada 25 Źródeł na ok.1300 m. Trasa w kierunku Lewady 25 Źródeł była bardziej ciekawa, bo była urozmaicona krajobrazowo i troszkę niebezpieczna. Na szlaku głównym najpierw delikatnie zeszliśmy w dół do mostku, pod którym znajdowało się kilka malowniczych sadzawek a następnie schodami ostro w górę. To podejście było dość wyczerpujące, szło się gęsiego i mocnym tempem całej grupy. Kręciło się w głowie od widoków, ale i od osłabienia. Po 4 kilometrach marszu wzdłuż lewady, coraz węższą i węższą dróżką tylko czasem zabezpieczoną poręczą doszliśmy wykończeni do Lewady 25 Źródeł (Levada das 25 Fontes). Piękne miejsce choć było to niewielkie zakole w skale, z której wokół spływała woda i tworzyła 25 źródeł. Myślę, że bardziej ciekawa była ta wielogodzinna wędrówka do tego miejsca. Tu mogliśmy w spokoju zjeść nasze bułki i odpocząć, gdyż czekała nas trasa powrotna do mostku a następnie w kierunku tunelu.

Niby nasza wędrówka zbliżała się ku końcowi, bo dochodziła godzina 16.00 i mieliśmy za sobą 11 kilometrów trekkingu, to na koniec spotkała nas niespodzianka. Słyszałam o tunelach miedzy zboczami na lewadach ale nie myślałam, że przez taki będziemy musieli przejść i to najdłuższy bo 800 metrowy. Idąc przez wiele godzin w upale, podziwiając lewady poziome i pionowe, które od lat 70-tych XX wieku są na Maderze atrakcją turystyczną weszliśmy do tunelu, gdzie panował straszliwy chłód. Oczywiście oprócz szoku termicznego doznałam kolejnego szoku. Weszliśmy z jasności w kompletną ciemność. Nasze przewodniczki rozdały nam latarki, które ledwo świeciły a moja oczywiście padła przy wejściu do tunelu. Liczyłam na latarkę syna ale on szedł swoim tempem nie omijając błota, grzęźliśmy po kostki w błocie i wodzie oraz w zimnicy i kompletnych ciemnościach. Kilka zdjęć wyszło nam  na początku natomiast później ratowałam sprzęt przed wilgocią.  Widać jak roślinność próbuje wedrzeć się do tunelu ale tylko porasta miejsca gdzie sięga słońce.

Pozytywnym elementem i dającym nadzieje  na wydostanie się z tego miejsca było światełko w tunelu. I rzeczywiście wszyscy trzęśliśmy się z zimna, jak buchnęło na nas gorące powietrze. Uratowani! Teraz już ostatnie zbocze i wspaniały las eukaliptusowy. Wchodząc do lasu eukaliptusowego znów niespodzianka, poczuliśmy wspaniały aromat eukaliptusa. Głęboko oddychaliśmy aby pochłonąć, jak najwięcej tych naturalnych olejków. Pozbieraliśmy korę i owoce eukaliptusa aby zabrać ten zapach ze sobą. Na skraju lasu czekał na nas autokar. Nasza wędrówka to około 13 kilometrów i pełnia zadowolenia.

Archiwa

Kalendarz

Listopad 2019
P W Ś C P S N
« Paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Bądź ze mną na bieżąco na Facebooku