Jak inaczej wyglądają dziś święta?

Święta Bożego Narodzenia najlepiej wspominam z dzieciństwa. Czy to bezpowrotne czasy? Po części tak. Kojarzyły mi się z mrozem i śniegiem oraz oczekiwaniem na Gwiazdora, który zawsze przychodził. Pytał, czy byłam grzeczna a ponieważ zawsze byłam, więc wiedziałam, że jakiś mały prezent dostanę. Skromny, wyjątkowy i szanowany przez lata. Często towarzyszyło mi uczucie strachu, dreszczyk i ciary, czy oby byłam wystarczająco pomocna i dobra dla wszystkich. Gorzej mieli moi kuzynowie, rówieśnicy, którzy zamykali się w toalecie, bo Gwiazdor miał rózgę wielkości sztachety od płotu. Dziś dzieciom prezenty się należą. Mają być i to konkretne, najlepiej elektronika: tablety, telewizory, smartfony, iphony albo ukochana kasa, niezależnie czy grzeczny, czy wywijas. Dziś się dzieci nie stresuje, w domu niewiele się wymaga, stajemy na rzęsach aby miały wszystko, co zechcą. Magia świąt pryska przed i po świętach, gdy przeliczamy budżet dopada rodziców poświąteczny stres. Kiedyś były kolejki za karpiem i chlebem a dziś kolejki mamy wszędzie i za wszystkim. Mimo, iż marketów, sklepów, bazarów, jarmarków wokół jest pełno, mania kupowania jest potężna. Ludzie biegają nawet na nocne wyprzedaże, bo myślą, że kupią taniej. Prezent goni prezent.

Święta zaczynają się już w listopadzie, bo bombki wstawiane są do sklepów po schowaniu zniczy. Chaos komunikacyjny w każdym zakątku miasta, nie lubię tego. To niszczy moją wizję świąt i świąteczny spokój. Staram się unikać zakupów na ostatnią chwilę, unikam marketów przed świętami, czasem sklep internetowy przychodzi z pomocą lub lokalny sklepik za rogiem.

Święta to nie tylko zakupy i prezenty, to przede wszystkim piękne wydarzenie powitania Jezusa, niesienia pomocy potrzebującym. Czas świąt to również długie wieczory spędzane na rozmowach z bliskimi. Wolny czas kiedy wokół jest pełno pyszności i cała rodzina. Gry planszowe i puzzle zawsze przewyższały oglądanie telewizji i gromadziły nas na długie godziny przy stole. Chińczyk, scrabble, monopoly, jenga, bierki, puzzle z tysiącem elementów. Czy dziś w nie jeszcze gramy?

Święta to piękne zapachy kulinarne. Pierniki, suszone owoce, makowce, słodkie polewy i lukry. Kojarzyłam je z zapachem pomarańczy, o ile akurat to pomarańcza były darami z kościoła a nie puszka z olejem słonecznikowym. Dary z kościoła były rozdawane dzieciom na Pasterce, dlatego pamiętam wszystkie piękne Pasterki o północy. Było mi zimno, ziewałam ale ta radość i atmosfera z narodzin Jezusa rekompensowała prawie dwugodzinne niewygody i te upominki z „zachodu”. Dziś na Pasterkę o północy rzadko chodzimy, wolę wcześniej lub obejrzeć z Watykanu w telewizji, niesie ze sobą przesłanie dla świata oraz błogosławieństwo. Tak bardzo lubię te pasterki, że chciałabym kiedyś wziąć w niej udział osobiście.

Miałam w życiu taki moment, że przestałam lubić święta ale wracając do wspomnień z przeszłości uporządkowałam ten czas. Nie lubiłam świąt, bo mój syn miał dom mamy i dom taty, dwa różne światy i przemieszczał się między nimi w Wigilię. Dziś Wigilię spędza w domu, w którym chce ją spędzić, w którym się dobrze czuje, w którym mieszka i sam o tym decyduje. Nie lubiłam, bo siadałam do stołu wigilijnego potwornie zmęczona świętami, które właśnie się rozpoczęły. Od jakiegoś czasu w naszej rodzinie wymieniamy się pysznościami aby wszyscy nie przyrządzali tych samych potraw a potem, aby ich nie wyrzucać. Każdy jest specjalistą w swojej dziedzinie. Ja piekę pierniki, lepię pierogi i piekę ciasta, moja siostra robi kutię i smaży ryby a moja mama piecze okrągłe makowce i robi kapusty oraz makiełki, bratowa sernik i śledziowe sałatki. Taki podział oszczędza czas i ogranicza stres, dlatego wszyscy jesteśmy zadowoleni. Nasza złota zasada: zróbmy mniej, podzielmy się i zjedzmy z apetytem.
Nie lubiłam świąt, bo chaos wokół nich trwa od listopada do stycznia, to zbyt długo. Tydzień po Nowym Roku chowam choinkę i stopniowo ozdoby świąteczne. Miesiąc świąt to wystarczająco długi czas, aby się nimi cieszyć. Kolejnym aspektem, dlaczego nie lubiłam świąt jest fakt, że zaczęły kojarzyć mi się ze sztucznością. Od sztucznych choinek i nie daj Boże, sztucznych ozdób dostawałam mdłości, tak samo od sztucznych uśmiechów. Wróciłam do naturalnych, prostych rzeczy i tradycji. Wszystko robię z wyprzedzeniem, własnoręcznie i bez pośpiechu, daję sobie czas na odpoczynek i na planowanie świąt. Robię to co sprawia mi akurat przyjemność, bez zmuszania się i zarywania nocy. Gdy czegoś nie zrobię, to nie ma i świat się nie kończy.
Święta to czas przebywania z osobami życzliwymi, przyjaciółmi, rodziną, więc tylko o nich dbam. Unikam sztuczności w sercu, jestem szczera i szczerości oczekuję. Dziś ludzi sztucznych, fałszywych i hipokrytów rozpoznaje na kilometr. Unikam jak ognia.
Jedyną rzecz, na którą nie mam wpływu to pogoda. Kiedyś biegaliśmy po dworze podczas siarczystych mrozów, usypywaliśmy górki ze śniegu, robiliśmy iglo, jeździliśmy na nartach biegowych i zjeżdżaliśmy na sankach z górek pod lasem na Krępie. Dziś pogoda wiosenna, raz słońce, raz deszcz i temperatura plusowa. Boże Narodzenie z krokusami w ogrodzie, nawet mi się nie śniło a już raz się zdarzyło. Tak bardzo dziś jest inaczej, a tematu nie wyczerpałam nawet w połowie.

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Archiwa

Kalendarz

Listopad 2019
P W Ś C P S N
« Paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Bądź ze mną na bieżąco na Facebooku