Żużel w Ostrowie, czyli OSTROpoSwoje

Poszłam na żużel po 13 latach przerwy. Jak ten czas minął? Jak to się stało? Przecież zawsze byłam fanką żużla i opuściłam tak wiele spotkań, emocji, przeżyć. Przerzuciłam się na telewizor… oglądałam mecze w telewizji, bo w międzyczasie mogłam coś ugotować, przypilnować syna albo poprasować. Błąd! To nie to samo i niezależnie czy transmituje lokalny Promax, czy duży Polsat. Żużel, speedway, szlaka to jedna z ważniejszych dyscyplin sportowych w moim mieście. Ostrów Wielkopolski od kiedy pamiętam miał drużynę żużlową. Osobiście kibicowałam jej od 4-5 roku życia. Chodziłam wtedy w niedziele z moim tatą i wujkiem na żużel, często siedziałam tyłem do murawy stadionu i tego co tam się działo, obserwując emocje kibiców. Kiedyś nie rozumiałam, dlaczego niektórzy są tacy spięci i tak przeżywają, dziś już wiem, bo sama wszystko mocniej przeżywam niż kiedykolwiek wcześniej.

Złapałam się na tym jak się zerwałam i krzyknęłam w momencie wywrotki i poturbowania jakiegoś zawodnika. Nie pamiętam kto to był, chyba nasz Rosjanin:-). Z dawnych czasów pamiętam innych zawodników z Rosji Rifa Saitgarjejewa, Rinata Mandarszina, dziś już nie żyją. Może dlatego patrze na ten sport już inaczej.

Poszłam na żużel inaugurujący sezon żużlowy 2018. Mecz między TŻ Ostrovia i KSM Krosno, mecz tak zwany do jednej bramki. Cieszyło mnie zwycięstwo ostrowskiej drużyny, ale żal było mi przeciwnej. Robiłam zdjęcia. Starałam się unikać celowania w twarz ale znaleźć emocje obu drużyn. Wyszły mi fajne zdjęcia…

strzałka do góry